Testujemy fotoksiążkę Saal Digital

Czy znacie to uczucie kiedy przebierając czy sprzątając w swoich rzeczach znajdujemy „to coś” i nagle zalewa nas ciepła fala wspomnień, a uśmiech od razu pojawia się na twarzy? Może to być pocztówka od Kaśki, płyta z hitami z podstawówki, muszelka z wakacji nad Bałtykiem w 97’, bilet wstępu do atrakcji X, cokolwiek, dla każdego coś innego…. I chociaż bliżej nam do filozofii minimalizmu i ograniczania w swoim otoczeniu przedmiotów zbędnych, to rzeczy, które wywołują w nas pozytywne emocje trudno się pozbyć, one po prostu żyją! 😉 Przykładem jest zaprojektowana i przetestowana przez nas fotoksiążka firmy Saal Digital ze zdjęciami z naszej podróży po Nowej Zelandii!

Projekt

Aby zmaterializować nasze wspomnienia z podróży pierwszym krokiem było pobranie aplikacji ze strony Saal Digital. Mimo, że nasze doświadczenie z fotoksiążkami jest raczej niewielkie to bez trudu poradziliśmy sobie z jej obsługą i musimy przyznać, że jest ona bardzo intuicyjna. Wybieramy format, jeden z 15 rodzajów oprawy, połysk czy mat i opakowanie. Następnie do wyboru są 3 opcje przygotowania projektu: pusty projekt, fotoksiążka one minute, autolayout. My zdecydowaliśmy się na pierwszą opcję, bo chcieliśmy mieć wpływ na wszystkie elementy projektu. Potem jeszcze określamy liczbę stron i do dzieła! W edytorze możemy dodawać oczywiście zdjęcia, tekst, kliparty, a także skorzystać z gotowego layout’u. Wybór skórek jest całkiem pokaźny, udało nam się też znaleźć czcionkę pasującą do Simple Life’owego stylu. Następnie przychodzi pora na najlepszą zabawę, czyli układanie zdjęć. Układa się łatwo, a fantazja jest naszym jedynym ograniczeniem.

Finalizacja

Po zakończeniu edycji wysyłamy gotowy projekt, dokonujemy płatności i … Po dwóch dniach od złożenia zamówienia odbieramy paczkę i możemy na nowo odkrywać Nową Zelandię w formie fotoksiążki.

Wrażenia

Z wykonania produktu jesteśmy bardzo zadowoleni. Kolory identyczne jak na komputerze, ostrość żyleta, okładka nawet bez watowania prezentuje się bardzo solidnie. Papier jest tak sztywny i gruby, że osoby oglądające zdjęcia często próbują rozdzielić rzekomo złączone dwie strony. Jeśli mielibyśmy się do czegoś przyczepić to na jednym zdjęciu wyszła skaza. Była jednak tyle delikatna, że nie odbiera przyjemności oglądania.

Jeśli przemierzając czeluście dysku, przeglądając kolejne gigabajty zdjęć pytacie siebie „dlaczego częściej nie oglądam tych zdjęć?” i mówicie sobie „muszę w końcu je wywołać!”? to z pomocą może Wam przyjść właśnie firma Saal Digital! Polecamy ją z pełnym przekonaniem.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *