Singapur

Na początku kilka słów o naszej podróży. Wygląda to tak jakbyśmy lekko przysnęli z wpisami, ale w rzeczywistości ciągle się przemieszczamy i nie nadążamy z aktualizacją. Nie zaplanowaliśmy naszej trasy od A do Z, co daje możliwość dostosowania ilości czasu jaki chcemy poświęcić w danym miejscu, ale z drugiej strony wymaga od nas sprawdzania wielu informacji na bieżąco i działania „tu i teraz”.

Kolejnym przystankiem po Dubaju był Singapur i zdecydowanie zasługuje on na osobny wpis. Dlaczego? Choćby dlatego, że w ostatnim numerze National Geographic został opisany jako jedno z najszczęśliwszych miejsc na ziemi wg World Hapinness Report 2017 razem z Danią i Kostaryką (https://www.nationalgeographic.com/…/worlds-happiest-places/). Postanowiliśmy zanurzyć się w tej krainie szczęśliwości i nie zawiedliśmy się, Singapur bardzo nam się spodobał! A przynajmniej przez te 4 dni, które tam spędziliśmy 😉

Atrakcje

Spotkaliśmy się z porównaniem Singapuru do azjatyckiej Szwajcarii, bo delikatnie mówiąc odstaje od reszty Azji – to miasto o nowoczesnej architekturze, czyste, dobrze zorganizowane i, uwaga uwaga, są w nim CHODNIKI! Po różnych doświadczeniach już chyba zawsze z dużym dystansem będziemy podchodzić do atrakcji typu musisz zobaczyć/musisz spróbować/musisz pojechać, szczególnie w Azji. A tu miłe zaskoczenie, bo atrakcje w Singapurze były naprawdę na poziomie, robiły wrażenie i nie były takie „na siłę” (przynajmniej te które odwiedziliśmy). Opisy zamieszczamy przy zdjęciach w albumie.

Ludzie

Singapur jest mieszanką różnych nacji, największą część stanowią Chińczycy (ok. 75%), później Malajowie (ok. 13%) i Hindusi (ok. 9%). Ich kultury wzajemnie się przenikają, co było widać gdy przemierzaliśmy ulice. Kiedy odwiedzaliśmy poszczególne dzielnice, mogliśmy się poczuć się jak w danym kraju. Indyjska dzielnica Little India oszałamiała nadmiarem kolorów i zapachów, a w Chinatown z zaciekawieniem oglądaliśmy produkty, które nie mamy pojęcia czym są ani do czego służą 😉

Dziękujemy Vai z CS, która przygarnęła nas na 3 noce pod swój dach i zamieniła swoje małe 2M na obóz dla couchsurferów, a my dzięki temu poznaliśmy Lakshmi’ego z Indii, który sprzedał nam mnóstwo ciekawostek zdrowotnych i kulturalnych o swoim kraju, ale to temat na osobny wpis 🙂

Ciekawostki

To co bardzo się nam podobało w Singapurze to czystość tego miasta. I to nie chodzi nam o czyste chodniki i ulice, ale także o czyste powietrze. Nie dość, że nie musieliśmy walczyć o życie na zatłoczonych poboczach z pędzącymi skuterami i autami to jeszcze spacerując po mieście nie dusiliśmy się w spalinach starych aut dostawczych (co jest na porządku dziennym w innych większych miastach azjatyckich).

Taki stan rzeczy to nie przypadek a efekt świadomej polityki miasta, które stara się jak najbardziej utrudnić mieszkańcom zakup auta. Aby stać się szczęśliwym posiadaczem własnych 4 kółek należy:
a) uzyskać specjalny certyfikat od rządu który może kosztować nawet 135 000 PLN,
b) trzeba też swoje odczekać, bo rząd zakłada przyrost liczby nowych aut na poziomie 0,25% rocznie, czyli ok. 1500 aut rocznie, i stosownie do tego założenia wydawane są certyfikaty,
c) zapłacić fortunę za auto, bo na samochody nakładane są wysokie podatki i cło.

Patrząc na te wymogi można dojść do wniosku, że zakup samochodu to luksus dla wybranych, ale to właśnie dzięki temu mogliśmy cieszyć się zwiedzaniem bez mdłości i bólu głowy wywołanego wielogodzinnym wciąganiem spalin.

Źródło: http://money.cnn.com/…/singapore-car-numbers-lim…/index.html

Przemyślenia prostego życia

Nawiązując do idei Simple Life Therapy prostym sposobem na poprawienie naszego zdrowia i kondycji fizycznej jest po prostu chodzenie 🙂 Pewnie słyszeliście o sławnych 10 tys. kroków, które powinniśmy dziennie pokonać. Jasne, one same nie zapewnią nam super-zdrowia, ale powinny stanowić dodatek do aktywnie spędzanego życia. Wiedzą też o tym Singapurczycy – trafiliśmy na super reklamę „Narodowego Wyzwania Kroków cz.3” (National Steps Challange Season 3), która zachęca do przemieszczania się pieszo. Banery reklamowe informują: „im więcej kroków, tym będziesz zdrowszy, tym większa nagroda jest możliwa do zdobycia”, a nagrodą główną są 2 bilety lotnicze z Singapuru do Sztokholmu klasą biznes warte ok. 50 000 PLN. Super motywacja!

Wprawdzie singapurska recepta na szczęście opisana w artykule National Geographic zdaje się być odgórnie zaprogramowana i oparta na materializmie to jednak jesteśmy skłonni uwierzyć, że mieszkańcy Singapuru są szczęśliwi. Życie w czystym, nowoczesnym mieście-państwie (z CHODNIKAMI!!!), które daje warunki do rozwoju i poczucie bezpieczeństwa, może być szczęśliwe, jeśli taka ścieżka komuś odpowiada.

Po tych paru dniach spędzonych w Singapurze przekroczyliśmy granicę z Malezją, wkraczając na trochę bardziej dziką stronę Azji, ale o tym w następnym wpisie. Bądźcie czujni!



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *