Góry Kardamonowe i Osoam Community

O Górach Kardamonowych czytaliśmy, że są dzikie i nieodkryte, a przejazd przez nie motorem to prawdziwa frajda – czy trzeba było dalej przekonywać Romana, żeby wyruszył w trasę? Nie! Ahoj przygodo!

Trasa

Po tuningu Romana w Siem Reap wyruszyliśmy na południowy zachód Kambodży, do miejscowości Battambang. Tam zobaczyliśmy widowisko natury w wykonaniu kolonii nietoperzy i jedyną w Kambodży winnicę. Po zwiedzaniu przyszła pora na decyzję gdzie jechać dalej. Do wyboru mieliśmy ruchliwą trasę krajową lub wyboistą drogę przez Góry Kardamonowe. Po szybkich konsultacjach z Romanem wybraliśmy oczywiście trasę przez góry. Prosty wybór ale droga okazała się dość kręta 😉

Po zapoznaniu się z paroma opisami trasy w internecie wybraliśmy najkrótszą – prosto na południe z Battambang przez góry, aż do miasta Koh Kong. Właściciel hostelu przed wyjazdem zalecił nam jeszcze zakup dodatkowej wody i benzyny w plastikowej butelce i wyruszyliśmy.

Dowodem na to, że są to tereny mało poznane, jest to, że mapy google i maps.me się tu gubią i pokazują nieistniejące drogi i mosty. Mimo to udało nam się w miarę bezboleśnie dotrzeć do ostatniej wioski przed górami, a potem… to co się pojawiło przed nami trudno było nazwać drogą. Wyglądało to bardziej na poligon wojskowy, ale mijali nas lokalsi na skuterach, więc odważnie jechaliśmy (czasami szliśmy) dalej.

Całość trasy miała wynosić ok. 277 km, z czego ok. 87 km asfaltu i ok. 190 km dróg gruntowych (wartości przybliżone, bo źródła różnie podają). Po drodze 2 noclegi – w miejscowości Pramoy i w wiosce Osoam.

O bogatej faunie nie będziemy się rozpisywać, bo Roman skutecznie ją odstraszał. O pięknych widokach powiedzą więcej zdjęcia. O wiosce Pramoy za wiele napisać nie można – dziura jak dziura. Za to o Osoam… Zamiast planowanej jednej nocy zostaliśmy tam trzy i mimo, że nie ruszaliśmy się zbyt daleko poza wioskę, absolutnie nie był to czas stracony.

Element edukacyjny

Fakt, że w XXI w. istnieją jeszcze takie nieodkryte i nieopisane miejsca jak Kardamony wynika z tego, że jeszcze w latach 90-tych toczyły się w nich ostatnie walki z niedobitkami Czerwonych Khmerów, którzy zaminowali okoliczne lasy utrudniając tym samym ich eksplorację. Czerwonych już tu nie ma, ale wojna trwa nadal – tym razem strażnicy parku narodowego walczą z kłusownikami i z miejscową ludnością, która wycina drzewa pod uprawy.

Wyjątkowe miejsce – Osoam Community

W Górach Kardamonowych nie spotyka się wielu turystów, jednym z niewielu miejsc do zatrzymania się na nocleg jest Osoam Community (ang. wspólnota Osoam). Osoam okazało się być urokliwą, egzotyczną agroturystyką, w której zamiast marchewki, jabłek i cebuli rosną pieprz, kawa, ananasy, papaje i marakuje. Prowadzi ją Mr. Lim ze swoją rodziną i oprócz rozwijania turystyki (prowadzi gospodarstwo agroturystyczne, organizuje wycieczki do dżungli) wspiera także lokalną społeczność. Jednym z jego głównych projektów jest budowa szkoły językowej dla dzieci – pierwsze efekty widać na zdjęciach – i nauka obsługi komputera. Parę komputerów udało się kupić dzięki pomocy grupy motocyklistów z Europy. Cele szczytne, rodzina Mr. Lima przemiła, agroturystyka wspaniała, dlatego postanowiliśmy spędzić 3 dni w tym miejscu, leżąc na hamaku między krzewami pieprzu, kąpiąc się w jeziorze, jedząc pyszne owoce i przyglądając się jak żyją mieszkańcy wioski. To, co właśnie urzekło nas w tym miejscu była jego prostota – domki, w których mieszkaliśmy były wykonane z drewna, jedzenie, które jedliśmy, było przygotowywane z produktów z okolicznych gospodarstw. Słuchaliśmy lokalnych historii, obserwowaliśmy jak przygotowywany jest biały i czarny pieprz na sprzedaż, dowiadywaliśmy jakie są zastosowania niektórych roślin w tamtejszej ludowej medycynie i oczywiście zobaczyliśmy jak rośnie kardamon…

Przemyślenia prostego życia

Nie odkrywamy Ameryki pisząc, że do szczęścia niewiele potrzeba. Udowadniają to napotkani na trasie mieszkańcy okolicznych wiosek, którzy byli uśmiechnięci i bardzo życzliwi. Porównując ich i nasze warunki życia to niebo a ziemia. Brak stałego dostępu do prądu i bieżącej wody, nie mówiąc o takich atrakcjach jak internet czy bogato zaopatrzone sklepy i centra handlowe. Wiele z tych wynalazków jest oczywiście przydatnych i wygodnych dla nas, ale równie wiele sprawia, że czasami możemy się w tym wszystkim pogubić i zapomnieć o tym co najważniejsze. Dlatego pamiętajmy o złotym środku, cieszmy się i doceniajmy to co mamy 🙂

Dalsza trasa

Ale wszystko co dobre szybko się kończy, wiec po tych dniach sielanki wyruszyliśmy dalej na południe do miasta Koh Kong – tym razem droga była mniej wyboista dzięki chińskim robotnikom, którzy wybudowali drogi dojazdowe do elektrowni wodnych. Choć na końcu złapała nas tropikalna burza to dotarliśmy cali i zdrowi na niezawodnym Romanie 🙂



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *