George Town

Kolejnym przystankiem w podróży miało być miasto George Town, zwane też Penang czy Pinang. Wprawdzie pisaliśmy, że mamy dość miast, ale że jest ono określane jako food paradise (ang. raj jedzenia), więc daliśmy się przekonać. Zanim jednak trafiliśmy do tego raju odwiedziliśmy położone po drugiej stronie cieśniny Bukit Mertajam. Słyszeliście wcześniej o tym mieście? Nie szkodzi, my też nie. Powodem, dla którego się tam znaleźliśmy była wesoła rodzina Thomasa i Moon z dwójką synów, którzy gościli nas u siebie parę dni. Ich pozytywną energię będziemy długo wspominać, szczególnie dzięki dwóm wesołym braciom, którzy radośnie animowali każdą wolną chwilę i zapraszali nas do zabawy – nie było miejsca na nudę.

Jedzenie

Tym razem o jedzeniu będzie w pierwszej kolejności. Potrawy, które wzięliśmy na celownik w George Town wywodziły się z 3 różnych kultur (o których wspominaliśmy w poprzednich postach), a w naszym polowaniu pomagała nam mała ściąga – jedzeniowe bingo (w galerii). Jedliśmy zupy, dania z makaronem, przekąski, desery, napoje i wiele wiele innych. W większości przypadków było pysznie, ale naszym faworytem pozostała niezmiennie kuchnia indyjska. Znaczną cześć potraw spróbowaliśmy dzięki pomocy naszych gospodarzy na lokalnych straganach w Bukit Mertajam. Eksperymentowaliśmy też z owocami i skusiliśmy się w końcu na „króla owoców”, czyli duriana i nie jest to owoc, który dodalibyśmy do soku w Niezłym Ziółku. Ktoś z Was próbował? 😉

Atrakcje

Zabytkowa część George Town jest wpisana na listę dziedzictwa UNESCO i faktycznie przechadzanie się wąskimi uliczkami między zabytkowymi domami kupców miało swój urok, choć największe wrażenie, a szczególnie na Piotrku, wywarła historia i rezydencja „azjatyckiego Rockefellera” – Cheong’a Fatt Tze.

Ciekawostki

Znakiem rozpoznawczym George Town, który pojawia się na większości zdjęć jest streetart (ang. sztuka uliczna), który jest akurat mniej zabytkowy, bo został zapoczątkowany w George Town w 2012 r. przez litewskiego artystę Ernesta Zacharevica, jednak zdążył się już mocno wpisać w krajobraz miasta.

Przyroda

Wyspa Penang oferuje również inne atrakcje, jak np. park narodowy, który postanowiliśmy odwiedzić. Do pokonania mieliśmy szlak przez las tropikalny do turtle beach (ang. plażę żółwia). Było zielono i pięknie, po drodze spotykaliśmy spore okazy waranów, a po dotarciu do celu złapał nas deszcz, nasza ścieżka powrotna zamieniła się w błotnisty potok, więc ewakuowaliśmy się z plaży łódką po szybkich negocjacjach z kapitanem. Sam rejs nie był zbyt widokowy – skakaliśmy po falach w ścianie deszczu 🙂 Żeby było przyjemniej, po dotarciu do wejścia do parku, kierowca autobusu zamknął nam drzwi przed nosem i szybko odjechał, żebyśmy nie wsiedli do jego autobusu w przemoczonych ubraniach 😀

Zapraszamy do galerii 🙂



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *